Artykuł z Przeglądu Geodezyjnego o historii Marka Beniowskiego
Historia
algierskiego inż. geodety obecnie
polskiego obywatela Marka Beniowskiego
( Mohamed Benzerad) Marek
Beniowski
Pracując
jako inspektor nadzoru przez kilka lat na różnych kontraktach w Algierii związanych z
geodezją, otrzymałem propozycje z (A.G.I.D) „ Algierska Narodowa Agencja
Systemów Irygacyjnych” na obsługę geodezyjną przy budowie ogromnego systemu
irygacyjnego tzw. „Parimetr Cheliff” o
powierzchni 20 000 ha. To system olbrzymich zbiorników wodnych, zapór ,
kanałów rozprowadzających i całej⁰ infrastruktury związanej z tą budową. Głównym wykonawcą całego
systemu była algierska firma „Cosider” Nadzór tej budowy sprawował zleceniodawca właśnie firma
„A.G.I.D” w której zostałem zatrudniony.
Kontrolując poszczególne budowy w
promieniu około 100 km trafiłem na młodego, uśmiechniętego i bardzo
sympatycznego inż. geodetę z firmy „Cosider”, który był kierownikiem brygady topograficznej w tym
przedsiębiorstwie. Współpraca z Mohamedem
Benzeradem (to jego algierskie
imię i nazwisko) układał mi się znakomicie. Posiadał on już duże doświadczenie
w swoim zawodzie i wszelkie kontrole z jego wytyczanych obiektów były zawsze
prawidłowe i dokładne. Ponieważ budowy były rozrzucone na dużym obszarze,
często zabierałem go ze sobą i po kontroli każdej z nich, wstępowaliśmy na kawę
do kawiarni na krótki odpoczynek. Miał on duże uznanie u swoich szefów.
W górach Ouersenis w północnej
części Algierii, gdzie zimą padały deszcze a często śnieg, płynęły dwie rzeki Oued
Sly i Oued Fodda. Na tych rzekach
zostały wybudowane dwie zapory
gromadzące duże ilości wody. Z zapór tych ouedami woda płynęła grawitacyjnie do
położonej niżej zapory przejściowej w
pobliżu której znajdowały się dwa
wzniesienia na których zaprojektowano potężne betonowe zbiorniki o nazwach RRG
(lewy) o pojemności 36 000 m sześć. i RRD (prawy) o pojemności 25 000
m sześciennych. Projekt przewidywał wybudowanie na poziomie tego zbiornika
przejściowego, stacji pomp z której
to woda będzie
pompowana do wybudowanych zbiorników. Następnie zostanie rozprowadzona
grawitacyjnie, betonowymi rurami o różnych przekrojach, na sady i pola uprawne.To
tak w skrócie wyglądał projekt całej inwestycji w której geodezja miała bardzo
ważną rolę do spełnienia, a jej szefem był właśnie inż. geodeta Mohamed Benzerad.
Wykaz
danych parimetru MoyenCheliff
Orientacyjne szkice projektowanego systemu
irygacyjnego parimetr Moyen Cheliff
Codzienne
kontakty i rozmowy z Mohamedem pozwolił mi poznać jego historię i jego
życie. Urodził się w 1966 roku w jednym
z najpiękniejszych regionów Algierii w górach Kabylii. To region zamieszkały przez tubylczą ludność Kabyli z
własnym językiem, własnymi obyczajami i kulturą, mieszkańcy ubierają się po
europejsku, kobiety bardzo kolorowo, a ludność jest dobrze wykształcona. Po
najeździe Arabów i opanowaniu całego kraju, marzeniem ich jest wyzwolenie się i
stworzenie własnej autonomicznej enklawy, stolicą tego regionu jest pięknie
położone miasto Tizi Uzu wśród wzgórz porośniętych gęstymi lasami piniowymi.
Mohamed w wieku 12 lat stracił
rodziców zostając sierotą, mając jeszcze dwóch braci i trzy siostry, którzy się
nim zaopiekowali.
Jestem pełen podziwu i uznania dla niego, że potrafił w tych
trudnych warunkach skończyć studia w Wyższej Algierskiej Szkole Geodezyjnej w
Arzewiu. Po skończeniu studiów dostał pracę w
jednym z większych przedsiębiorstw budowlanych w Algierze „Cosider” w
którym pracował, aż do wyjazdu do Polski. Pracując na różnych budowach w
Algierii, mieszkał zwykle w barakowozach nie mając nigdy własnego mieszkania.
W latach 1993 i 1994 sytuacja
polityczna w Algierii bardzo niebezpiecznie zaczęła się zmieniać, zwłaszcza po wyborach parlamentarnych,
kiedy wybory wygrała partia FIS
fundamentalistów islamskich. Tymczasem istniejący rząd unieważnił wybory i
zdelegalizował islamską partię FIS. To
spowodowało, że partia ta poszła w
podziemie tworząc bojówki i mordując wielu ludzi, zwłaszcza urzędników,
policjantów i wszystkich sprzeciwiających się
ich ideologii. Obcokrajowcom pracującym w Algierii ogłosili ultimatum do
opuszczenia kraju. Ja ze swoją
żoną wróciliśmy do Polski, pomimo, że mój kontrakt się jeszcze się nie
skończył.
Mohamed znalazł się w dużym
niebezpieczeństwie, po pierwsze, że nie
był Arabem ani islamistą, a po drugie współpracował z zagranicznymi firmami i
musiał się ukrywać. Przez te lata
współpracy poznaliśmy go razem z moją żoną bardzo dobrze, widząc jaki to wartościowy człowiek w wieku naszego syna.
I kiedy pisał do nas listy o swojej trudnej sytuacji, zdecydowaliśmy wysłać mu
zaproszenie do Polski.
Jakie było nasze zaskoczenie, kiedy po powrocie do Krakowa z
Gdańska, gdzie byliśmy u rodziców
żony, otrzymaliśmy telefon z hotelu od pani z recepcji, że jest u niej
Algierczyk, który chce się z nami skontaktować. Okazało się, że przyleciał do Warszawy nie powiadamiając nas w marcu 1997r. Nie
znając ani słowa po polsku po wylądowaniu w Warszawie na Okęciu, zamówił
taksówkę i podając nasz adres w Krakowie, kazał się tam zawieść, zupełnie nie
zdając sobie sprawy ile to kosztuje. Na szczęście miał franki jakie zarobił w
Algierii. Oczywiście zabraliśmy go zaraz
do domu, załatwiliśmy mu mieszkanie w hotelu u naszych przyjaciół za nieduże
pieniądze i naukę języka polskiego u znajomej
romanistki pani prof. w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Okazało się, że ma wspaniałą
pamięć i duże zdolności w przeciągu kilku miesięcy rozmawiał już po
polsku.
Następną sprawą było załatwienie dla niego pracy i aby mógł ją dostać
musiał otrzymać status uchodźcy. Pojechałem
z nim do Warszawy do firmy „Geokart”,
która to podpisała ze mną kontrakt na pracę w Algierii. Dyrektor tej firmy był w Algierii i znał
sytuację Mohameda toteż przygotował odpowiednie pismo do MSW na podstawie
którego otrzymał on status uchodźcy i zezwolenie na prace.
Początki pracy dla Mohameda nie były
łatwe. Duże firmy geodezyjne restrukturyzowały się w tym czasie i mimo, że
przedstawiałem go różnym dyrektorom na początku nie otrzymał zatrudnienia w
swoim zawodzie. Udało mnie się w końcu zatrudnić Mohameda w firmie budowlanej.
To był dla niego bardzo trudny okres. Przypadek sprawił, że jedna z
geodezyjnych firm w Tarnowie MGGP,
zgłosiła się do przetargu na wykonanie pomiarów fotogrametrycznych w Libanu,
ale brakowało im tłumacza do prezentacji, poznałem Mohameda z dyrektorem tej
firmy, który go zatrudnił. Znając dobrze cztery języki francuski, arabski,
angielski i już dobrze polski poleciał z całą ekipą do Bejrutu i doskonale się
wywiązał prezentując przygotowany projekt.
Po 5 latach pobytu w Polsce wystąpił
o przyznanie polskiego obywatelstwa , które dość szybko otrzymał. Na wielkiej
uroczystości w Urzędzie Wojewódzkim w Krakowie otrzymał od Wojewody polskie
obywatelstwo. Bardzo pokochał on Polskę i
postanowił pozostać tu do końca życia a mnie i moją żonę traktował jak swoich
zastępczych rodziców, okazując nam ogromną wdzięczność i wiele nam pomagając
zawsze w trudnych sytuacjach .
Tego dnia po otrzymaniu polskiego
obywatelstwa ja z moją żoną i synem zaprosiliśmy Mohameda do restauracji na uroczysty
obiad. Oświadczył nam wówczas, że chce zmienić swoje nazwisko na polskie takie,
aby pierwsze litery były takie same jakie ma w dotychczasowym swoim imieniu i
nazwisku. Po krótkiej naradzie
uzgodniliśmy, że jego nowe imię i nazwisko będzie Marek Beniowski. Kiedy poszedłem z nim do
Urzędu Stanu Cywilnego aby zmienił swoje
nazwisko, urzędniczka oświadczyła, że nazwisko Beniowski jest nazwiskiem
historycznym i zastrzeżonym, jednocześnie pytając go czy wie kto to był Beniowski.
My wcześniej objaśniliśmy mu, że Beniowski to polski szlachcic, który
wyemigrował na Bliski Wschód, a nasz wielki poeta Juliusz Słowacki napisał o
nim poemat. Kiedy Mohamed pięknie
wyrecytował po polsku tą historię pani urzędniczce, zaskoczona jego wiedzą, zaaprobowała jego prośbę i od tej chwili nazywa się Marek
Beniowski z czego jest bardzo dumny.
W
2006 roku rozpoczął Marek pracę w Krakowskim Przedsiębiorstwie
Geodezyjnym, gdzie szybko został doceniony, jako doświadczony, solidny i
dyspozycyjny geodeta, bardzo szybko uczący się najnowocześniejszych sposobów
pomiarów, został kierownikiem zespołu geodezyjnego, pracującego w terenie.
Krakowskie Przedsiębiorstwo
Geodezyjne otrzymało od Stanów Zjednoczonych intratny i ciekawy kontrakt na opracowanie i
pomiar punktów kontrolnych GCP (fotopunktów)
metodą satelitarną w pobliżu określonych lotnisk krajów europejskich dla celów bezpieczeństwa
ruchu lotniczego. Do wykonania tych prac został również zatrudniony Marek po
odpowiednim przeszkoleniu, przez kilka miesięcy objechał kilkanaście krajów
europejskich i doskonale wywiązał się ze swojego zadania. Za zarobione
pieniądze z tego kontraktu nareszcie mógł wpłacić na pierwsze wymarzone
mieszkanie w Krakowie.
Po upadku
firmy KPG , w której to Marek, jeszcze pracował przez kilka lat z nadzorem
syndyka upadłościowego. Następnie dostał zatrudnienie w firmie „Geoprojekt Sp. z o.o.” zatrudniony w
Krakowskiej Elektrociepłowni, gdzie
przepracował około dwóch lat.
Obecnie od 2017r pracuje w krakowskiej firmie AMIGEO, założycielami której są doświadczeni
geodeci, dawnego kierownictwa upadłego KPG, oraz młoda nowa kadra. Prezesem tej
firmy jest mgr.inż Jan Migut wybitny
geodeta, postać znana w środowisku, który miała duży wkład w rozwoju byłego
KPG. Do chwili obecnej pracuje przy
geodezyjnej obsłudze budowy dróg i autostrad jako kierownik zespołu
geodezyjnego.
Komentarze
Prześlij komentarz