Powrót do Kielc w 1975 r. to zupełnie nowy etap w naszym życiu. Staliśmy się właścicielami jednorodzinnego domu, wybudowanego przez mojego dziadka po powrocie z Ukrainy w roku 1923. Moi rodzice nie chcieli przeprowadzać się z Warszawy do Kielc. Brat Jasiek mieszkał już w Szwecji, a drugi brat Paweł preferował Warszawę. My natomiast z Bożenką od razu zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę z małego Pucka. Mój dziadek zmarł w wieku 94 lat, dlatego dom był już mocno zaniedbany i trzeba było zabrać się za porządki. Na solidny remont nie było nas jeszcze stać i stopniowo urządzaliśmy się.
Dostałem pracę w Kielcach w Spółdzielni Geodezyjnej "Geoplan", gdzie miałem dużo swobody i samodzielności. Przychodziło wiele zleceń na różne pomiary z firm województwa kieleckiego. Zarobki zależały od szybkości wykonania pomiarów i dobrej organizacji pracy. W gierkowskich latach 70-tych w Polsce rozpoczęło się wiele nowych inwestycji i pracy dla geodety nie brakowało. Ponieważ szybko wywiązywałem się z otrzymywanych zadań, firmy bezpośrednio do mnie zgłaszały się ze zleceniami i dzięki temu bardzo dobrze zarabiałem. Bożenka nie poszła już do pracy i zajmowała się wychowaniem Witka, domem i ogrodem.
Nasz dom w Kielcach i ogród
Bardzo dobrze mieszkało nam się w Kielcach, ale ja ciągle marzyłem o dalekich podróżach. W tych czasach nie było to łatwe, więc kiedy nadarzyła się okazja do wyjazdu na kontrakt do NRD, zgłosiłem się i zostałem zakwalifikowany. 30 kwietnia 1976 roku pojechałem do Ilmenau Bad, gdzie polskie firmy budowały hutę szkła i fabrykę porcelany po zburzonej w czasie wojny, fabryce Heneberga. Głównym wykonawcą była polska firma Krakbud z Krakowa. Obsługę geodezyjną powierzono Państwowemu Przedsiębiorstwu Geodezyjno - Kartograficznemu z Warszawy. Był to mój pierwszy zagraniczny kontrakt.
Ilmenau Bad to urocze, uzdrowiskowe miasteczko położone w samym centrum Lasu Turyńskiego niedaleko Erfurtu. Polacy budowali tam od podstaw całą Dzielnicę Przemysłową. Mieliśmy doskonałe warunki socjalne w nowo wybudowanych blokach. Każdy specjalista miał do dyspozycji własne mieszkanie.
Zespół geodetów, już tam pracujących, przyjął mnie bardzo serdecznie i rozpocząłem niezwykle ciekawą pracę polegającą na precyzyjnym wytyczaniu różnych obiektów przemysłowych, na podstawie dostarczanych nam dokumentów technicznych. Innym naszym zadaniem była szczegółowa inwentaryzacja już wybudowanych obiektów i naniesienie ich na plan.Tam też przekonałem się jak świetnych mamy specjalistów w różnych branżach i o ile lepsi byli nasi fachowcy od niemieckich. Byłem bardzo dumny, że pracuje na tak dużej budowie, gdzie zdobyłem cenne doświadczenia w geodezji inżynieryjno- przemysłowej. Pracowało tam około 2000 Polaków, co świadczy o wielkości budowy. O samej mojej pracy, bardzo odpowiedzialnej i skomplikowanej, mógłbym dużo pisać, ale to interesowało by tylko fachowców, natomiast oprócz pracy zawodowej, było wiele innych ciekawych wydarzeń, o których warto wspomnieć.


W tym czasie dla NRD był to okres znakomitej prosperity, a nasze zarobki stosunkowo wysokie w porównaniu z zarobkami Niemców. Część ich była transferowana do Polski i zamieniane na bony dolarowe, a drugą dostawaliśmy w markach.
Na budowie znajdowały się dwie stołówki polska i niemiecka z bardzo tanimi obiadami (1 marka za cały obiad), a moja pensja wynosiła 2000 marek miesięcznie. Bożenka nie pracując mogła często mnie odwiedzać razem z Witusiem. W Polsce w tych latach brakowało wielu produktów, zwłaszcza butów, bawełnianej bielizny, artykułów gospodarstwa domowego itp. Tym czasem w Niemczech już powstawały duże markety, świetnie zaopatrzone w wiele artykułów, których brakowało w Polsce. Bożenka jako żona pracującego tam męża, mogła wszelkie zakupy przewieźć bez cła.
Każdego dnia po pracy podstawiany był na budowie polski autobus wycieczkowy, który woził nas na zakupy do pobliskich dużych miejscowości jak Weimar, Gotha, Suhl, Erfurt i wiele innych. W dni wolne od pracy organizowano wycieczki do najciekawszych miast i okolic.
Któregoś dnia przyjechali do Weimaru krakowscy aktorzy ze spektaklami "Noc Listopadowa" i "Biesy" w swoim najlepszym składzie z Janem Nowickim i Teresą Budzisz-Krzyżanowską. Akurat w tym czasie Bożenka była
u mnie i nasz autobus zawiózł całą grupę Polaków do Weimaru na spektakl. Mimo, że zagrany w języku polskim, a byli tam w większości Niemcy, owacjom nie było końca. Byliśmy dumni, że mamy tak wspaniałych aktorów.
Jedna z wycieczek była do Berlina i tak się złożyło, że Bożenka przyjechała do mnie z Witkiem i oczywiście razem tam pojechaliśmy. Głównym celem tego wyjazdu było zwiedzenie słynnego Muzeum Pergamonu. Znajduje się tam oryginalna, słynna brama Isztar ze starożytnego Babilonu z sześćsetnego roku przed naszą erą, wybudowana przez króla Nabuchodonozora II.
U góry Brama Isztar, na dole ołtarz świątyni w Pergamonie
Drugim słynnym również obiektem to replika z oryginalnymi płaskorzeźbami, wspaniały ołtarz ze świątyni starożytnego Pergamonu, ku czci Zeusa i Ateny wybudowany w latach 180-160 p.n.e.
Witek, który chodził jeszcze do podstawowej szkoły, był tak oczarowany, że powiedział do Bożeny "uszczypnij mnie, czy mi się to czasem nie śni". W przyszłości zdarzenie to miało również wpływ na wybór jego kierunku studiów. Skończył na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie Historie Sztuki.
Opiszę jeszcze dwa komiczne zdarzenia, jakie przytrafiły mnie się podczas pracy w Ilmenau. Otóż w tamtych czasach stacjonowało w NRD dużo wojsk radzieckich. Teren budowy znajdował się w odległości około 3 km od naszego miejsca zamieszkania, toteż do pracy chodziliśmy na skróty polną drogą prowadzącą przez pola i niezabudowane okolice. Po drodze naszej trasy znajdował się duży staw z hodowlą karpi. Wszędzie były rozmieszczone tabliczki o zakazie połowu. Tymczasem jeden z moich pomiarowych miał ogromną ochotę na karpia. Któregoś dnia przygotował sobie żyłkę z haczykiem i przynętą, którą schował do kieszeni. Przechodząc koło stawu, rozejrzał się i kiedy zobaczył, że nikogo nie ma w pobliżu, wyjął wędkę i zarzucił do wody, Po chwili z za krzaków wyszedł jakiś mężczyzna w częściowo cywilnym ubraniu z wędką, którą też zarzucił do stawu. Mój pomiarowy wystraszony szybko schował swoją żyłkę z przynętą do kieszeni bo zorientował się, że to żołnierz rosyjski.Zwrócił mu też uwagę, że tu nie wolno łowić, bo może przyjść policja i zapłaci kare. Na to Rosjanin odpowiedział "Polak ty nie bojsja kak on pridiot to my go utopim". Taki był stosunek Rosjan do Niemców w tamtym czasie.
Pobyt i praca w Ilmenau, to bardzo dobry okres w moim życiu z wielu względów. Zdobyłem tam duże doświadczenie w pracy zawodowej, transfery w bonach dolarowych były bardzo opłacalne, warunki socjalne mieliśmy znakomite, kupiliśmy wiele niezbędnych artykułów do domu, do ubrania i zwiedziliśmy wiele ciekawych miast. Bożenka z Witusiem często mogli do mnie przyjeżdżać. Piękne okolice Ilmenau otoczone Lasem Turyńskim, zachęcały do pieszych wycieczek w wolnym czasie. Podczas zimy z kolegami wyruszaliśmy na nartach biegowych w wytyczone trasy turystyczne, w lecie chodziliśmy na basen, których było wiele w okolicy, a jesienią na grzyby, których w tych lasach było bardzo dużo, zwłaszcza rydzów.
Do Ilmenau trafiłem już pod koniec inwestycji, która trwała około pięć lat, a ja przepracowałem tam dwa ostatnie lata budowy. Po jej ukończeniu wróciłem z powrotem do Kielc i pracy w Spółdzielni Geodezyjnej.
Komentarze
Prześlij komentarz