Libia 2 nowy kontrakt

 

    Zimą 1980 roku otrzymałem z firmy Wadeco propozycję ponownego wyjazdu na kontrakt do Libii. Tym razem miałem zająć się obsługą geodezyjną budowy kanalizacji burzowej Trypolisu.

                Sytuacja w Polsce stawała się coraz trudniejsza, wprowadzono kartki na żywność, sklepy świeciły pustkami. Osłabło zapotrzebowanie na inwestycje, a wiązało się to z brakiem zamówień na prace geodezyjne i zmniejszenie moich dochodów, a pracowałem w systemie akordowym. Toteż propozycja wyjazdu na ten kontrakt, przyszła w dobrej chwili i podpisałem umowę na dwa lata.

                Tym razem do Trypolisu poleciałem z przesiadką w Sofii. Zakwaterowano mnie na początku we wspólnym mieszkaniu ze specjalistami zajmującymi się nadzorem przy budowie całej infrastruktury i rozbudowy kanalizacji tego miasta. Bezpośrednią budowę prowadziło kilka firm zagranicznych. Ja na stanowisku inspektora nadzoru geodezyjnego, otrzymałem zadanie kontroli właściweo przebiegu zaprojektowanych tras kanalizacyjnych. Nadzorowałem cztery firmy: niemiecką, dwie włoskie i portugalską. Budowy były rozrzucone w różnych częściach miasta. Każdą z firm nadzorował, również z Wadeco, specjalista inż. budownictwa lądowego. Była to dla mnie dużo łatwiejsza praca niż na poprzednim kontrakcie. Od godz.12.00 do 15.00 miałem czas na odpoczynek i obiad, który otrzymywaliśmy w naszej stołówce w Biurze Wadeco.

                                                                    

                                       Nadzór przy budowie kanalizacji Trypolisu

                  Po miesiącu spotkałem się z moim dawnym kolegą ze studiów Marcinem Danielukiem, który pracował w Trypolisie na prywatnym kontrakcie i mieszkał razem ze swoją żoną w wynajętej na przedmieściach willi. Zaproponował wynajęcie mi jednego pokoju, na co chętnie się zgodziłem, bo chciałem zaprosić do siebie Bożenkę i Witka. Administracja Wadeco obiecała pokryć koszt wynajmu.

                Był to okres ekonomicznej prosperity Libii. Z pieniędzy ze sprzedaży ropy naftowej, kupowano ogromne ilości artykułów konsumpcyjnych z całego świata. Budowano wielkie centra handlowe. Dinar libijski miał dużą wartość. Za jednego dinara otrzymywało się 3,36 dolara. Ja zarabiałem 300 dinarów tj. około 1000 dolarów miesięcznie co na tamte czasy w Polsce było ogromną sumą.

                Mając już samodzielny pokój i samochód wysłałem zaproszenie dla Bożenki i Witka, aby przyjechali do mnie w czerwcu, bo zaczynały się wakacje. Tak się złożyło, że w tym czasie moi gospodarze wyjechali na urlop do Polski, więc mieliśmy cały dom dla siebie. Kiedy przywiozłem dwoją rodzinę z lotniska do tej willi, byli trochę zaskoczeni. Gdzie to piękne miasto? Dom znajdował się na peryferiach Trypolisu. Wokół domu drogi były bite, a na ulicy pasły się kozy i owce. Kiedy jednak zawiozłem ich do centrum, zaskoczyło ich bogactwo towarów sprowadzanych z całego świata.

                Dla Bożeny i Witka była to sama egzotyka, bo po raz pierwszy znaleźli się w Afryce wśród Arabów. W każdej wolnej chwili zabierałem ich na wycieczki. Z poprzedniego kontraktu znałem miejsca, które warto było zwiedzać. Na pierwszą wycieczkę wybraliśmy się do starożytnego rzymskiego miasto Leptis Magna. Witek miał już 13 lat i od małego interesował się archeologią i starożytną architektura, toteż ten wyjazd był dla niego wielką atrakcją. Tak jak pisałem już w poprzednim odcinku bloga, to najlepiej zachowane na świecie ruiny rzymskiego miasta, świadczące o wielkiej i bogatej cywilizacji.

                                                               


                                                      Starożytne miasto Leptis Magna

                                                             
              

                 Często po pracy jeździliśmy na zakupy do nowo wybudowanych marketów, w których był ogromny wybór towarów w tym damskiej odzieży, butów i wiele artykułów niedostępnych w Polsce. Natomiast w wolnych od pracy dniach, robiliśmy dalekie wycieczki w okolice, które znałem z poprzedniego kontraktu, między innymi do opisywanego wcześniej, podziemnego miasta Gadames z postojem nad słonym jeziorem. W bardzo gorące dni jeździliśmy na piękne i puste plaże nad Morzem Śródziemnym, gdzie w ciepłej i kryształowo czystej wodzie nurkowaliśmy i podziwialiśmy bogactwo pływających tam ryb.

                                                                        

                                Bożena z Witkiem po przejechaniu setek km. przez pustynie                                                                          

                                                                               

                                                       Libia Gadames hotel podziemny
Ulica w Gadamesie   

                                                                  

                                                  Wejście do podziemnego miasta Gadames

                                    

                    W Trypolisie poznaliśmy polską rodzinę Pieńczykowskich. Byli na indywidualnym kontrakcie. Bardzo zaprzyjaźniliśmy się i często razem jeździliśmy na wycieczki i na plaże. Byli tam z dwójką dzieci, starszą córką i synem Jackiem w wieku Witka. Ponieważ w tamtych latach w Libii pracowało wielu Polaków z rodzinami, utworzono przy polskiej ambasadzie szkołę, do której również chodziły dzieci państwa Pieńczykowskich. Witek zaprzyjaźnił się z ich synem Jackiem i razem w maskach i z kuszami polowali na morskie ryby. Często odwiedzaliśmy uroczą zatoczkę z plażą nazwaną przez nas „materace” ponieważ obumarłe rośliny wodne przykryły grubą warstwą piasek morski, tworząc miękkie podłoże, po którym chodziło się jak po materacu.

                

                                                                       

                                                                            
                                                         Plaża materace Witek z Jackiem

                         Nadzorując różne firmy zagraniczne, zdarzały się nieraz problemy techniczne związane z niewłaściwym usytuowaniem przebiegu projektowanych ciągów kanalizacji. Trypolis jest położony na dość płaskim terenie, toteż spadek głównych zbiorczych kanałów kanalizacyjnych musiał być minimalny. Jedna z firm włoskich układała betonowe rury o dużej średnicy jednego metra, które następnie zalewała betonem dopiero po mojej kontroli prawidłowego spadku. Tymczasem po którejś z moich kontroli stwierdziłem, że jedna z rur ma odwrotny spadek i już jest zabetonowana. Niestety ten błąd musiałem wpisać w dziennik budowy, co firmę naraziło na dodatkowe koszty, bo musiała rozbić beton i na nowo położyć rurę. Stwierdzili, że mają uszkodzony niwelator i czy mogę im pożyczyć swój? Akurat miałem dwa niwelatory więc jeden im wypożyczyłem, za co płacili mi 100 Dinarów miesięcznie.

                Drugim problemem tej samej firmy była konieczność przywrócenia jednej z ulic do stanu pierwotnego, którą całkowicie zniszczyli przy wykopach związanych z budową rurociągów kanalizacyjnych. Aby to wykonać potrzebny był dokładny plan tej ulicy z całą infrastrukturą. I znowu firma zwróciła się do mnie czy mógłbym im to zrobić? Na szczęście miałem stary plan tej ulicy i zgodziłem się na to za cenę 300 dinarów. Dodatkowo zrobiłem kilka nowych pomiarów, wykreśliłem profile podłużne i poprzeczne i na kalce narysowałem cały, nowy projekt ulicy. Kiedy przyszedłem do ich biura z gotowym projektem, chcieli zapłacić mi tylko 200 dinarów, ale kiedy zwinąłem plany i chciałem wyjść z nimi, zawołali mnie i wypłacili umówioną stawkę.

              

                                                                  


                 Innym zdarzeniem wartym opisania to jeden z naszych wyjazdów z Bożenką do miejscowości Az-Zawija położonej w zachodniej części Libii nad Morzem Śródziemnym. Zaprosili nas tam znajomi Polacy. Zabraliśmy ze sobą butelkę z bimbrem.  W tamtą drogę dojechaliśmy bez problemu. To około 300 km. Kiedy późnym wieczorem wracaliśmy do domu nie zatrzymałem się na punkcie kontrolnym przed Trypolisem, ponieważ nikogo w nim nie było. Libia Kadafiego była krajem policyjny. Po przejechaniu kilku kilometrów wyprzedził nas, na sygnale, samochód policyjny machając lizakiem. Dwóch policjantów wyskoczyło i z wyciągniętymi pistoletami podbiegli z krzykiem, dlaczego nie zatrzymaliśmy się? Powiedziałem, że posterunek był pusty. Zażądali ode mnie dokumentów. Dałem im mój libijski dowód, ale bez zdjęcia, bo potrzebne mi było do jakiegoś innego dokumentu i je wyrwałem. Kiedy policjant zapytał, gdzie zdjęcie powiedziałem „sura kasura” to znaczy zdjęcie zniszczone i dałem mu swoją wizytówkę, na której jedna strona była po angielsku, a druga po arabsku. Drugi policjant sprawdzał bagażnik. Na szczęście nie było już w nim bimbru, z powodu którego moglibyśmy mieć wiele kłopotów. Nie wiedząc co z nami zrobić powiedzieli „bara” co znaczyło zjeżdżaj.

                W Trypolisie miałem dwa wypadki samochodowe. Kiedyś wracałem z Bożenką i Witkiem z zakupów. Jechaliśmy szeroką, dwupasmową arterią przecinającą się z drugą taką samą. Zatrzymałem się przed skrzyżowaniem na czerwonych światłach i czekałem na zmianę. Bożenka oglądała w tym czasie swoje zakupy i kiedy zapaliło się zielone powoli ruszyłem na wprost. Auta z prawej zatrzymywały się w dwóch rzędach, ale nagle z trzeciego rzędu wyskoczył z dużą szybkością Volkswagen garbus, którego nie zauważyłem, bo zasłonięty był innymi prawidłowo czekającymi samochodami.  Rozpędzony Volkswagen uderzył w sam przód mojej renówki z taką siłą, że obróciło mnie o 180 stopni w lewo. W czasie obrotu mój samochód zniszczył obydwoje drzwi samochodu jadącego obok. Na skrzyżowaniu stał policjant, który wszystko widział, ale zamiast spisać protokół, zabrał nam nasze prawe jazdy, pozamieniał je i oddał każdemu inne nakazując zgłosić się na posterunek centralnej policji. Bożenka była w czasie wypadku pochylona i uderzyła głową o drzwi.  Wstrząs spowodował że widziała podwójnie. Na szczęście jechali za nami moi koledzy z „Wadeco” i zaraz zabrali Bożenkę do domu, a ja z Witkiem czekałem na platformę, która zabrała nasz samochód do warsztatu.  Po powrocie do domu zdecydowałem, aby Bożenkę zawieźć do szpitala, bo w dalszym ciągu miała podwójne widzenie. W tym samym czasie amerykańskie samoloty zbombardowały nabrzeże Zatoki Syrta co spowodowało stan wyjątkowy i godzinę policyjną w Trypolisie. Na szczęście miałem drugi samochód do dyspozycji i pojechaliśmy pustymi ulicami, a zatrzymującej nas policji mówiliśmy, że był wypadek i wiozę żonę do szpitala. Przypadkowo tego dnia miał dyżur nasz polski lekarz. Natychmiast zrobił prześwietlenie głowy i po szczegółowych badaniach stwierdził, że jest wszystko w porządku, a podwójne widzenie przejdzie po kilku dniach.

               

                                                               


               W drugim wypadku nie było tak dramatycznie. Gdy rano jechałem sam do pracy, na światłach uderzył w tył mojego samochodu młody Arab, który zagapił się na jakąś dziewczynę idącą ulicą. Miałem wtedy Datsuna 120Y. Sprawca bardzo mnie przepraszał. Niestety tył auta był wgnieciony. Jego ubezpieczalnia przysłała mi trzy koperty do trzech warsztatów samochodowych z prośbą o odesłanie kosztorysów naprawy, aby mógł wybrać najtańszego mechanika.

                Przed samym zakończeniem kontraktu w Libii po dwóch latach pracy, przeżyłem chwile grozy. Wszystkie pieniądze jakie zarabiałem, były wpłacane do banku libijskiego. Kiedy przyszliśmy do banku, Bożenka była u mnie w Trypolisie, aby dokonać wypłaty, okazało się, że nie ma mojego konta. Na całe szczęście zbierałem wszystkie pokwitowania, potwierdzające moje wpłaty.  Dałem je pracownikowi banku, który zabrał je i gdzieś zniknął. Po dłuższej chwili wrócił i kazał wypłacić moje należności kasjerowi. Był rok 1982. W Polsce w tym czasie trwał stan wojenny więc poprosiliśmy kasjera, aby wypłacił nam pieniądze w tzw. czekach podróżnych (travelers check). Kiedy po przeliczeniu okazało się, że wypłacił za dużo, machnął ręką i powiedział, że to nic nie szkodzi. Banki libijskie były wówczas bardzo bogate i taką niewielką sumą się nie przejmowali.

                Z Libii wracaliśmy do Polski stanu wojennego z mieszanymi uczuciami.                                                    

 

  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Artykuł z Przeglądu Geodezyjnego o historii Marka Beniowskiego

Algieria - historia księżniczki Aureli

Marzenia zaczęły się spełniać, Libia 1