Budowa Tunelu Chiffa w Górach Atlasu Telskiego
Budowa tunelu Chiffa w Górach Atlasu Telskiego.
Pod koniec
mojego pobytu w Relizan otrzymałem propozycję pracy przy budowie tunelu wodnego
o nazwie Chiffa w górach Atlasu Telskiego. Nowy kontrakt na 2 lata od 1989 do 1991r. podpisałem z dyrektorem Biura Polservice
w Algierze.
Moim nowym domem stała się Tamesguida. To wieś położona w
odległości 20 km na zachód od miasta Medea. W Tamesguidzie znajdowała się baza
jugosłowiańskiej firmy Hydroelektra, odpowiedzialnej za budowę tunelu oraz administracja
nadzoru budowlanego algierskiego Agence Nationale Des Barrages dla której,
oprócz mnie, pracowało trzech inżynierów z Polski o specjalnościach: górnik,
geolog i specjalista budownictwa wodnego.
Tamesguida położona jest w pięknej dolinie Gór Atlasu
Telskiego. Otaczają ją gęste piniowe lasy. We wsi jest stacja kolejowa oraz
prymitywna kawiarenka z glinianym klepiskiem, żelaznymi krzesłami i stolikami
wystawianymi na zewnątrz. Tę miejscowość
poznałem na moim pierwszym kontrakcie w Algierii, przy projektowaniu i tyczeniu
drogi z Medei do Tamesguidy. Wtedy, po raz pierwszy spotkałem polskich
specjalistów nadzorujących budowę tego tunelu.
Baza podzielona była na dwie części rozgraniczone parkingiem.
Chorwaccy robotnicy mieszkali w kontenerach, a dla specjalistów z nadzoru
wybudowano bardzo wygodne i dobrze wyposażone domki jednorodzinne.
![]() |
| Nasza baza w Tamesguidzie w oddali góry Atlasu Telskiego pod którymi budowano tunel |
Kiedy rozpocząłem swój kontrakt w Tamesguidzie, budowa 12,5
km tunelu była już mocno zaawansowana. Ja zastąpiłem inż. geodetę, któremu
skończył się kontrakt.
Tunel był drążony z dwóch stron jednocześnie. Kiedy rozpoczynałem swoją pracę, było już wykonane po 5 km z każdej strony. Praca na tej budowie była bardzo trudna i niezwykle odpowiedzialna, zwłaszcza dla geodety. Musiały być zachowane określone parametry, zarówno związane z precyzyjnym ustaleniem kierunku, jak i określonego spadku, bo woda pod górę nie popłynie. Warunki pracy w środku, były również trudne. Tunel ze strony wlotu musiał być stale odwadniany, ponieważ był non stop zalewany przesiąkającą wodą. Konieczna była ciągła praca pomp, aby można było kontynuować drążenie na przodzie. Temperatura w tunelu była stała i wynosiła około 30 stopni Celsjusza przy wilgotności ponad 99%. Aby dojść do czoła tunelu musiałem brnąć w błocie przez 5 km ze sprzętem na plecach przy słabym oświetleniu. Czasami udało się podjechać kolejką wywożącą urobek. Kiedy znajdowałem się już u czoła tunelu, celem sprawdzenia prawidłowego kierunku i przekroju tunelu, musiałem przetrzymać wybuchy wysadzanych skał i czekać aż zostaną wydmuchane trujące gazy, za pomocą wtłaczanego powietrza przez specjalne rury, zwane lutniami, zawieszonymi pod sufitem tunelu. Z uwagi na dużą różnorodność budowy geologicznej skał (margle, łupki, twarde skały powulkaniczne) nie można było zastosować specjalistycznych maszyn drążących tunel. Pozostała jedynie metoda wywiercania specjalnymi wiertłami otworów o długości 4 metrów, do których następnie wkładano środki wybuchowe i odpalano po wcześniejszym głośnym sygnale, aby przygotować się do wybuchu. Wdmuchiwane pod ciśnieniem powietrze szybko usuwało powstałe gazy, następnie ładowano urobek skalny do wagoników i wywożono na zewnątrz. Moim zadaniem po wybuchu i wywiezieniu urobku, była kontrola parametrów tunelu i w razie niezgodności górnicy musieli poprawiać ręcznie, za pomocą młotów pneumatycznych
![]() |
| Szkic roboczy jednego z odcinków budowy tunelu |
Nie będę szczegółowo opisywał technicznych metod wykonywanych
pomiarów, aby nie zanudzić czytelników, ale chcę zwrócić uwagę na czynnik,
który dodatkowo utrudniał pracę - częste trzęsienia ziemi. Pod wpływem
wstrząsów mogły zmienić się założone parametry. Toteż okresowo należało
wykonywać dodatkowe, sprawdzające pomiary. Przede wszystkim kontrole
wysokościowe. Aby sprawdzić różnice pomiędzy wejściem, a wyjściem z tunelu
trzeba było zrobić niwelację precyzyjną z bardzo dużą dokładnością wzdłuż dróg,
które obchodziły góry na odcinku 25 km. Najpierw wykonywali to geodeci chorwaccy
z Hydroelektry, a po nich ja ze swoim zespołem w celu porównania wyników.
Różnica między tymi pomiarami nie mogła być większa niż 4 cm na długośc 25 km!
Trzęsienia ziemi były częste, ale podczas
mojego pobytu żadne z nich, na szczęście, nie było silne. Za to zdarzały się
sytuacje komiczne. Kiedyś jechaliśmy autem bardzo krętą Tamesgidzianką,
tak nazywaliśmy drogę objeżdżającą pasmo gór od wejścia do wyjścia tunelu, i
traf chciał, że złapaliśmy gumę. Kiedy
samochód stał już na podnośniku, a kolego usiłował wpasować zapasowe koło w
wystające śruby, zaczął do mnie wołać: nie trząś tak tym samochodem! A
ja stałem obok i w ogóle nie dotykałem auta. To ziemia się trzęsła.
![]() |
| Niwelacja precyzyjna wzdłuż "Tamezgidzianki"do kontroli budowy tunelu |
Praca w tunelu była dla mnie całkowicie nowym doświadczeniem.
Aby uzmysłowić jak technicznie wyglądała ta praca, załączam jeden ze szkiców,
które wykonywałem na każdym odcinku budowy.
Za to warunki mieszkaniowe były nadzwyczaj dobre. Mieszkaliśmy
w szeregowych, parterowych domach, znakomicie wyposażonych we wszystko. Przed każdym
budynkiem był duży taras osłonięty rozłożystym drzewem oliwkowym. Za naszymi
mieszkaniami były dwa biura. Jedno należało do administracji w którym
pracowałem, a za nim było biuro wykonawcy Hydroelektry. Dzięki tym warunkom pozostała ze mną w
Algierii moja żona Bożena. Zajmowała się domem, a w wolnych chwilach, jak
zwykle robiliśmy sobie wycieczki.
| nasza kuchnia i Bożenka |
| Salon |
| Na tarasie przed domem Bożena z koleżanką |
![]() |
| Nasze spotkania towarzyskie w Tamesguidzie |
![]() |
| I wspólne Święta Bożego Ńarodzenia |
Algieria jest wielkim, pięknym i ciekawym krajem, pod względem powierzchni jest największym krajem w Północnej Afryce to jest 2 381 740 km. kw. (osiem razy większy od Polski) zajmuje 10 miejsce pod względem wielkości na Świecie. Można go zwiedzać latami i wciąż odkrywać nowe i piękne zakątki.
1Maja w dniu wolnym od pracy wybraliśmy się z Bożenką w góry Kabylii. Region zamieszkują autochtoniczni mieszkańcy Północnej Afryki – Kabylowie. Mają swój własny język, obyczaje i chociaż są Muzułmanami kobiety nie zasłaniają twarzy i włosów i noszą kolorowe stroje. Są to ludzie dobrze wykształceni, niechętni dominacji arabskiej. Kabylowie są jedną z grup etnicznych narodu berberskiego, zamieszkującego głównie północno- wschodnią Algierię. Stolicą ich regionu jest położone, w rozległej dolinie miasto Tizi - Ouzu. Otaczają je góry gęsto porośnięte pięknymi lasami. Najwyższa część Gór Kabyli, to Narodowy Park Djurdjura, położony na wysokości 2300 n.p.m. Jadąc już z daleka widzieliśmy szczyty gór pokryte śniegiem. Im bardziej zbliżaliśmy się do tych gór, krajobraz stawał się coraz piękniejszy. Wzdłuż szosy prowadzącej w góry, rosły wspaniałe cedry, a wokół szumiały zielone lasy. Kiedy wjechaliśmy już na teren samego parku, zaskoczyła nas ogromna ilość śniegu. Wspinając się coraz wyżej, naszym wysłużonym erkatrem dotarliśmy do miejsca, gdzie po obu stronach drogi wznosiły się śnieżne zaspy. Widok gór był tak wspaniały, że aż nierealny. Byliśmy zauroczeni ich pięknem, kryształowym powietrzem, granatowym błękitem nieba, odbijającym się od czystego, białego śniegu i wszechogarniającym spokojem, który i nam się udzielił. Mimo leżącego śniegu, nie było zimno, a słońce przyjemnie grzało. Było nam tak dobrze, że nie chciało się wracać. To było niezwykłe przeżycie.
![]() |
| Na horyzoncie góry Kabylii pokryte śniegiem |
![]() |
| Droga prowadząca do Narodowego Parku Djurdjura |
![]() |
| Jesteśmy w pięknych górach Kabylii Djurdjura |
![]() |
| A to nasz wspaniały służbowy "erkatr" |
![]() |
| Te góry przyciągają wielu turystów |
Czas jednak szybko mijał, a trzeba było przed nocą wrócić w domu. Zjeżdżając w dół poczułem, że ślinik przestał pracować, ale specjalnie się tym nie przejąłem, choć byliśmy oddaleni od naszej bazy w Tamesguidzie o około 150 km. Powiedziałem do Bożenki nic się nie martw na razie jedziemy na luzie, a dopiero kiedy skończy się góra pomyślimy co się da zrobić, a zjazd miał dobre 30 km. Kiedy samochód zaczął już zwalniać, a nasza droga dochodziła do ostrego zakrętu, zobaczyliśmy przed samym zakrętem, parterowy budynek z napisem MЀCANICIEN, a w bramie stał właściciel warsztatu, tak jakby na nas czekał. Powiedziałem do Bożeny - trzeba mieć szczęście. Rozpędem wjechaliśmy do jego garażu, a mechanik zadowolony z klienta otworzył maskę i wymienił aparat zapłonowy. Samochód odpalił natychmiast. Zapłaciłem za naprawę, podziękowałem mechanikowi i ruszyliśmy w dalszą drogę. Powoli zaczęło się ściemniać. Jechaliśmy bardzo szybko przez otwartą przestrzeń, bez drzew i zabudowań, gdy nagle przed maską samochodu przeleciały z dużą prędkością jeden za drugim dwa długie jakby muślinowe, białe welony. W pierwszej chwili myślałem, że coś mi się przewidziało, ale moja żona zawołała ze zdziwieniem Widziałeś to! Co to było? Wyglądało jak dwa duchy. Było to zupełnie nie wytłumaczalne zjawisko. Pytaliśmy Algierczyków, czy z czymś takim się zetknęli. Odpowiadali, że na Saharze jest dużo takich dziwnych zjawisk.
Praca przy budowie tunelu Chiffa pozwoliła mi na zdobycie nowych
doświadczeń w dziedzinie geodezji górniczej. Nasza ekipa inspektorów była
bardzo doświadczona i świetnie się uzupełnialiśmy, a obecność mojej żony dawała
mi radość ze wspólnego pobytu na kontrakcie. Zresztą wszyscy polscy specjaliści
byli ze swoimi żonami, które spotykały się i dostarczały sobie towarzystwa.
Bożena często latała do Polski, aby sprawdzić czy w domu wszystko w porządku, a latem, aby odetchnąć od upałów. Koszty przelotu pokrywała zwykle ze sprzedaży w Polsce zakupionych w Algierii przyborów kreślarskich tzw. Rotringów. W Polsce były dość drogie. Za zarobione w ten sposób pieniądze kupowała na Tandecie w Krakowie, różne drobne wyroby z drewna, cenione w Algierii. Ale największym powodzeniem cieszyła się karma dla rybek akwariowych. Wszystkie te artykuły łatwo się sprzedawało, dzięki temu zostawały nam jeszcze pieniądze na wycieczki i hotele.
Po jednym z wyjazdów do Polski, Bożenka wróciła z naszym
synem Witkiem. Postanowiliśmy zrobić sobie kilkudniową wycieczkę na zachód Algierii.
Pojechaliśmy najpierw wzdłuż brzegu Morza Śródziemnego drogą wykutą w skałach
zwaną Route à Corniche. Roztaczają się z niej niesamowite widoki na morze. Dalej
dojechaliśmy do jednego z najpiękniejszych miast Algierii Konstantyny, o której
już pisałem w poprzednich bogach.
![]() |
| Route a Corniche wzdłuż Morza Śródziemnego |
Z Konstantyny pojechaliśmy na południe do słynnego
starożytnego, rzymskiego miasta Timgad, założonego w 100 roku n.e. przez
cesarza Trajana. Wcześniej była to osada kartagińska. W czasach rzymskich
uzyskała prawa miejskie, co było równoznaczne z uznaniem mieszkańców za
obywateli Rzymu. Solidne mury otaczające miasto, świadczą o pierwotnej funkcji
osady jako obozu wojskowego. Po uzyskaniu przez Timgad statusu stolicy
prowincji, obóz został przeniesiony do Lambaesis, gdzieś do dziś zachował się
wspaniały łuk triumfalny. Miasto było kulturalnym centrum prowincji, istniał tu
amfiteatr, oraz biblioteka z księgozbiorem, którego wielkość nawet dziś robi wrażenie,
gdyż zawierał 25 tysięcy woluminów. Po wiekach zapomnienia miasto zostało
odkopane przez francuskich archeologów. Dziś można spacerować po doskonale
zachowanych ulicach, placu targowym, zajrzeć do amfiteatru.
![]() |
| Bożena na tle rzymskiego miasta Timgat |
![]() |
| Ulica w rzymskim Timgadzie |
Mój syn Witek, historyk sztuki, szalał z aparatem fotograficznym
robiąc setki zdjęć. Byliśmy w tym ogromnym mieście zupełnie sami. Niebo było mocno
zachmurzone, padała lekka mżawka, wszystko to stwarzało tajemniczy nastrój. Z
Timgadu pojechaliśmy dalej na południe, przekraczając tak zwane „Wrota Sahary”.
Za nimi roztacza się olbrzymi płaski teren, tak zwane ergi. To pozostałości po
słonych jeziorach, ciągnące się przez setki kilometrów. Właśnie tam po raz
pierwszy zobaczyliśmy prawdziwą fatamorganę. Na horyzoncie ukazało się miasto,
do którego wcale się nie zbliżaliśmy. Dopiero kiedy minęliśmy ergi i
wjechaliśmy między olbrzymie góry piachu, czyli ramle, fatamorgana zniknęła i
zaczęła się prawdziwa, piaszczysta pustynia. Tak dojechaliśmy do miasta Biskra,
słynącego z najlepszych na świecie daktyli. Tam zatrzymaliśmy się w hotelu z
basenem i wszelkimi wygodami. Obudził nas piękny słoneczny i rześki ranek. Po
dobrym śniadaniu w radosnym nastroju ruszyliśmy w dalszą drogę wstępując do
pustynnego miasta El Oued, będącego wielką oazą. Wszystkie domy są tam białe a
ich dachy przykrywają też białe kopuły co chroni je przed palącym słońcem.
To były wspaniałe chwile do których często wracam swoimi
wspomnieniami. Pustynia jest niesamowita. Olbrzymie przestrzenie niczym nie ograniczają
naszej wolności, ale jednocześnie budzą respekt i grozę swoją wielkością. Nigdy
wcześniej ani później nie czułem się tak szczęśliwym i wolnym człowiekiem jak
tam. Doskonale rozumiem podróżników
zakochanych w tej pustyni. Niedawno byłem w Sztokholmie, mieście pełnym nowoczesnej
techniki. Powiedziałem mieszkającemu tam od wielu lat bratu, że lepiej czułem
się na Saharze niż w tej nowoczesnej metropolii.
![]() |
![]() |
| Róże pustyni na Saharze |
Budowa tunelu Chiffa bardzo przeciągała się w czasie z kilku
powodów. Po pierwsze Chorwacka firma Hydroelektra, była źle przygotowana do
budowy. Brakowało im dobrego sprzętu i kompetentnych fachowców. Drugą
przyczyną, była wojna domowa, która wtedy wybuchła w Jugosławii. A administracji
algierskiej kończyły się pieniądze i była zmuszona zrezygnować z naszych usług.
Mnie kończył się kontrakt. Nadszedł czas by pożegnać Tamesguidę.
Losy ludzi pracujących dalej na budowie tunelu okazały się tragiczne.
Kilka lat później w Algierii wybuchła wojna domowa. Islamiści z nieuznawanej
przez rząd partii FIS zorganizowali bojówki terrorystyczne. Ich celem było
sparaliżowanie państwa, dlatego zaczęli atakować każde miejsce istotne dla
rządzących. Wśród nich były budowy, szczególnie te na których pracowali obcokrajowcy,
bo wg terrorystów wspierali oni dyktaturę. Nocą oddział terrorystów wtargnął do
chorwackiej bazy w Tamesguidzie. Islamiści zaprowadzili robotników nad rzekę
Chiffę i okrutnie wymordowali podrzynając im gardła. Wiadomość o tragedii obiegła
cały świat. My dowiedzieliśmy się o tym, gdy byliśmy już w Polsce. Oczywiście
budowa tunelu stanęła, a ci co przeżyli wyjechali z Algierii, choć do
zakończenia przebicia tunelu pozostały tylko 2 km. Jaka sytuacja jest obecnie
tego nie wiem.
Ale to nie koniec moich przygód w Algierii. Z Tamesguidy
przeniosłem się do miejscowości Chlef, ale o tym napiszę już w następnym odcinku.
![]() |
| Szkicowa część mapy Algierii i nasze podróże w kolorach |




















Komentarze
Prześlij komentarz